czwartek, 14 listopada 2013

01. Bad day

Destiny

                Przekładałam kolejną kartkę, ucząc się materiału na jutrzejszy sprawdzian z biologii. Był koniec listopada, a za oknem padało. Czas dłużył się w nieskończoność, nie wiedziałam jak się oderwać od tej nauki, bo uwierzcie mi zrobiłabym wszystko.
                 Chciałam, żeby z tej okropnej nudy wyrwał mnie mój chłopak Dius, ale najwidoczniej nie interesowała go moja osoba. Chociaż i tak go bardzo kochałam. 
                 Dius to mój chłopak. Jestem z nim ponad pół roku. Ostatnio zaczęło nam się coś nie układać, ale myślę, że to jest chwilowe. Chyba każdy związek ma swoje kryzysy nie? 
                 Wzdychałam dość głośno, bo nie chciałam się uczyć, to była jakaś kara, chociaż jeszcze nie wiem za co to. 
                 Nagle dostałam sms. Ucieszyłam się. Zdawało mi się że to mój książę na białym koniu mnie uratował i mogłam się oderwać od tej przeklętej biologii. 
                 Chwyciłam szybko za mojego czarnego I-Phona i ujrzałam na ekranie : "Wiadomość : Dius". Moje kąciki ust uniosły się do góry. Była wręcz szczęśliwa.
                 Szybko odblokowałam telefon wpisując mój tajny kod, żeby nikt inny prócz mnie nie dostał się do mojego telefonu. Za bardzo cenie dyskrecje.
                 To co ujrzałam było ostatnio rzeczą jaką bym chciała teraz przeczytać. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę, to było niemożliwe

Wiesz co Destiny, ostatnio nad tym wszystkim myślałem a w szczególność nad naszym związkiem i myślę, że to nie ma totalnego sensu. Najlepiej zapomnijmy o sobie, nie odpisuj na tego sms i nie zrozum mnie źle, nie miałem innego wyboru.

                 W moich oczach czułam jak powoli napływa woda, zwana również łzami. To był dla mnie cios. Patrzałam tak w ekran telefonu przez 15 minut i nie wierzyłam. "Co u licha jest?" Myślałam ciągle. Nie wiedziałam co jest grane. Przecież to że przechodzimy chwilowy kryzys nie musi oznaczać końca związku. Boże z jakim ja idiotą się zadałam. 
                 Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, jedna po drugiej. Świat tak jakby się dla mnie w tym momencie skończył. Wiedziałam, że już nigdy nie będę w stanie pokochać kogoś takiego jak Dius. On był dla mnie wspaniały, nie dało się tego opisać. 
                 Napięcie w moim ciele, które coraz bardziej buzowało, powoli dawało o sobie znać, dlatego postanowiłam wyjść. Ubrałam pierwsze z brzegu spodnie dresowe, do tego grubą bluzę z kapturem i do tego moje air force. Założyłam kaptur i schowałam telefon z słuchawkami,  patrząc przy okazji która była godzina. Była 21, a na dworze było bardzo ciemno. Wybiegłam z pokoju i spojrzałam na mojego brata o mniej młodszego.
                 -Tim, proszę cię, nie mów nic mamię, że wyszłam-poprosiłam go wręcz błagalnie, a on tylko skinął głową twierdząco i pobiegłam to wyjścia
                 Podbiegłam szybko do windy i czekałam, aż wjedzie na moje piętro. Trochę to potrwało, ale w końcu się doczekałam. Weszłam do niej klikając na parte i zaczęłam się przeglądać w lustrze, które znajdowało się w windzie. Wyglądałam okropnie. Czerwone oczy, smutny wyraz twarzy, ale nie byłam w stanie zostać ani minuty dłużej, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, nie chciałam, żeby moja mama wiedziała o tym. 
                 Po dłuższej chwili zjechałam na piętro i wyszłam z budynku w którym mieszkałam, a mieszkałam w samym centrum Manhattanu. Jedną wadą tego jest duże ruchy, głośno i niebezpieczeństwo. 
                 Miałam w głowie mętlik. Nie wiedziałam co zrobić. "Może przeszłabym się do Diusa i spytała się go o co mu naprawdę chodzi?" Takie myśli chodziły po mojej głowie, chociaż po chwili wybijałam je sobie z głowy.
                 Włożyłam słuchawki do uszów i wsłuchiwałam się w tekst piosenki, myśląc przy okazji co było powodem tego, że Dius zerwał ze mną. 
                 Przez przypadek włączyła się moja i Diu piosenka, rozpłakałam się, wycierając łzy o mokry rękaw od deszczu.
                 Szłam chyba jedyna bez parasolki na co ludzi się na mnie dziwnie patrzyli. Przecież to nic strasznego, rozumiem gdybym miała coś na twarzy, ale to tylko brak parasolki.
                 Szłam ulicą i przyglądałam się ludziom siedzących w kawiarniach, restauracjach i sklepach. Nic nie było by w tym dziwnego, gdyby nie to że z jeden z kawiarń zauważyłam Diusa z jakąś lafiryndą. To jeszcze bardziej mnie zabolało i może powinnam wejść do środka i zrobić mu awanturę, ale już nie była w stanie. Pobiegłam gdzieś przez siebie cała zapłakana.
                 Znajdując się na jakieś ulicy przestałam biec i oparłam się o jakąś ścianę i zsunęłam się po niej jak ten deszcz. Schowałam swoją twarz w moich niewielkich dłoniach i zaczęłam znowu płakać. 
                 Nie zauważyłam kiedy przyszedł jakieś facet. Podszedł do mnie i tak jakbyśmy się znali od 20 lat powiedział
                 -Hej kochanie, co się stało?-mówił bardzo ochrypłym głosem, jakby od picia
                 -Nic i nie mów do mnie tak-warknęłam
                 Zdałam sobie sprawę że powinnam już wrócić do domu, bo moja mama może się zorientować że mnie nie ma. Gdy chciałam wyminąć chłopaka, ten zastawił mi drogę i nie mogłam przejść.
                 -Hej!-krzyknęłam bardzo podirytowana -Co ty do cholery robisz?
                 -Mmm w sumie to lubię takie niegrzeczne i pyskate, podobasz mi się laleczko-nagle wyjął coś z kieszeni-Możesz mi teraz oddać wszystko co masz-przyłożył jakąś metalową rzecz do mojego policzka, po chwili się zorientowałam że to jest nóż
                 -A-a-a ale ja nic nie mam przy sobie-jąkałam się zawsze gdy się bałam
                 -Oj kochanie, to nic się nie stało, możesz mi to wynagrodzić w naturze- naglę jego ostre narzędzie skierowało się do mojego biustu
                 -Zostaw mnie, nic ci nie będę wynagradzać-powiedziałam to pewnie i popchnęłam go, żeby w końcu mnie puścił
                 -Nie zadzieraj ze mną mała, bo chyba nie chciałabyś mieć okaleczonej twarzy-skierował nóż na mój policzek 
                 Słyszałam jak on głośno oddycha, robił to w taki obrzydliwy sposób, a ja tylko głośno przełykałam ślinę i powoli wiedziałam że to był zły dzień, jeszcze miał się skończyć moją śmiercią. 
                 Jego ręce zaczęły mnie powoli macać, a on zaczął wydobywać z siebie obrzydliwe dźwięki i spał mi do ucha, na co ja się krzywiłam. Dla mnie w tamtej chwili nie było ratunku. Już miał włożyć rękę w moje spodnie, a ja zamknęłam oczy i mocno zacisnęłam szczękę, gdy nagle usłyszałam, że ktoś upada na ziemie. Otworzyłam oczy. Zauważyłam że ten obrzydliwy facet leży. Nie wiedziałam jak to się stało, ale po chwili zauważyłam drugą, ciemną sylwetkę jakiegoś chłopaka. Krzyknął do mnie tylko : "Chodź, szybko uciekamy stąd!" Posłuchałam się go i pobiegłam za nim. On mnie zaprowadził do jakieś uliczki. 
                 Szybko oddychałam, gdyż miałam astmę. Spojrzałam na chłopaka, który właśnie przed chwilą mnie uratował. Był to wysoki brunet, o czekoladowych oczach, dobrze zbudowany. To światło z latarni, które na niego padało, robiło go jeszcze bardziej seksowny. "Ale hej! Wypadało by podziękować" - pomyślałam
                 -Kim jesteś? Dlaczego mnie uratowałeś?-spytałam, bo nie wiedziałam dlaczego to w ogóle zrobił, przecież nikogo też tam nie było to jak on nagle się znalazł
                 -A może zwykłe dziękuję, a nie zadawanie milion pytań-odpowiedział zarozumiale 
                 -Dziękuje-powiedziałam ciszej, gdyż łapałam oddech-Ale jak to ty się tam znalazłeś? Przecież tam nikogo nie było i nagle ty tam, już, obaliłeś go jednym ciosem. 
                 On się tylko do mnie uśmiechnął i nic nie odpowiedział. Odwrócił się i miał zamiar odejść, ale ja nie chciałam, chciałam chociaż wiedzieć ja ma na imię.
                 -Hej! -zawołałam go- Może mi powiesz chociaż imię?
                 -Justin-odwrócił się i się uśmiechnął
                 "Dzięki wielkie Justin"- szepnęłam to do siebie, ale stop! Gdzie ja jestem? Pobiegłam tam gdzie Justin skręcił i zauważyłam jego sylwetkę. Zawołałam
                 -Justin!-odwrócił się momentalnie-A mógłbyś mnie chociaż stąd wyprowadzić? Bo nie wiem gdzie się znajduję, nie wiem jak trafić do domu-momentalnie zmienił kierunek i podszedł do mnie
                 Szłam za nim i nie spuszczałam go z oka, nie chciałam, go znowu gdzieś zgubić. Szliśmy tak bez słowa, ale w końcu ja postanowiłam przerwać ciszę.
                 -Możesz mi do cholery powiedzieć chociaż to gdzie się znajdujemy?-Spytałam ze złością
                 -Spokojnie słoneczko, jesteś na Brooklynie-odpowiedział ze spokojem, a ja wpadałam w zaniepokojenie-To pozwól mi teraz zadać pytanie-odparł i nawet na mnie nie  spojrzał tymi jego pięknymi czekoladowymi oczami-Jak się tu znalazłaś? O tej porze, w tak niebezpiecznej ulicy?-w jego głosie czuć było troskę
                 -Ja-ja-ja po prostu musiałam się przejść, sama nie wiem jak tu trafiłam, po prostu zerwał ze mną chłopak, później zobaczyłam go w kawiarni z jakąś inną laską i tak tutaj się znalazłam-mówiłam bardzo szybko, a on nagle na mnie spojrzał i wpadł tak jakby w zaniepokojenie 
                 -Jezu co ci się stało w twarz?-zapytał i przetarł mój policzek- To pewnie ten sukinsyn Ci to zrobił, trzeba to natychmiast przedrzeć, chodź do mnie opatrzę Ci to
                 Nie byłam pewna czy coś mi się stało, ale czułam ból na policzku, jeszcze jak chłopak to potwierdził, wiedziałam że ranę mam jak w banku.
                 -Wiesz co, rozumiem, że chcesz być miły, ale ja muszę wracać do domu, żeby moja mama nie wiedziała, że w ogóle wymknęłam się z domu.
                 Skinął głową i wyprowadził mnie do głównej ulicy Manhattanu,  stamtąd już wiedziałam jak wrócić do domu. Zauważyłam, że chłopak ciągle za mną idzie, chociaż nie musiał.
                 -Wiesz co Justin możesz już iść, naprawdę już dalej sobie poradzę.-powiedziałam to, a on się obrócił na pięcie i poszedł, bez żadnego pożegnania ani nic.
                 "Dziwny był, taki oschły, pewny siebie, ale uratował mi życię i za to będę mu wdzięczna do końca życia"-pomyślałam, i weszłam schodami ewakuacyjnymi, które znajdowały się na zewnątrz budynku. Miałam tylko nadzieje, że mama się nie zorientowała.

--------------------------------------------
Dzisiaj tak trochę krótki, ale następnym razem się postaram o dłuższy, a jak wam się podoba? Zostawiajcie po sobie komentarze, będzie mi bardzo miło :)