poniedziałek, 24 lutego 2014

03. She's confident

Destiny

Gdy podeszłam do okna, zauważyłam, że to był ten chłopak, co go wczoraj poznałam. Justin? Tak? Dobrze mówię. Nie wiedziałam co on zupełnie tu robić.
-A-ale co tutaj robisz?-za jąkałam się, nie wiedziałam co powiedzieć
Nagle zauważyłam, że trzyma coś w ręku, coś bardzo mi znanego.
-Może byś się tak najpierw przywitała?-warknął 
-Przepraszam bardzo, że wkradasz się do mojego domu jakby nigdy niby nic i skąd wiesz, że ja tu mieszkam?-zdziwiłam się
Widziałam jak tylko mnie mierzy wzrokiem, nie lubiłam tego w facetach. Jego wzrok zatrzymał się na moim dekolcie. Szybko zakryłam go ręką.
-Tak, więc w końcu mi powiesz co tutaj robisz, a nie będziesz mi patrzeć w piersi?-spojrzałam na niego i zacisnęłam pięści,bo już miałam dość jego wzroku na moim ciele
-Może tak przyszedłem Ci oddać to co zostawiłaś? - podniósł jedną brew, zrobił to tak seksownie
-Jaką moją rzecz? Możesz mi wytłumaczyć?
Wyciągnął w moją stronę rękę i ujrzałam tam mój nieśmiertelnik, który dostałam od taty.

Rok wcześniej (wspomnienia)
Ciepły poranek obudził mnie dzisiejszego dnia, nie spodziewałam się, że ten dzień przyniesie tyle zmian w moim życiu. Schodząc w dół do kuchni(jeszcze wtedy mieszkaliśmy w domku jednorodzinnym), już czułam zapach naleśników, które moja mama mi codziennie robiła. Chyba nigdy mi się to nie znudzi. Podeszłam najpierw do mamy, która stała przy kuchence pocałowałam ją w policzek i się uśmiechnęłam. Następnie podchodząc do taty jak zwykle czytającego poranną gazetę pocałowałam go w policzek, a on się uśmiechnął do mnie i wziął łyka mocnej kawy. 
-Dzień dobry kochanie-powiedziałam do wszystkich- Tato, mam do Ciebie pytanie.
-Słucham Cię kochanie-odparł
-Mógłbyś mnie odwieść do szkoły dzisiaj?-oparłam się o stół, chowając kosmyk włosów za ucho
-Nie ma sprawy, akurat będę jechał w tą stronę, to nie ma sprawy, żebym cię zawiózł-odłożył gazetę na bok i wstał- To co jedziemy już? Bo trochę mi się śpieszy
Skinęłam głową, że tak i poleciałam szybko na górę ubierając szorty i zwykłą bluzkę na ramiączkach, zarzucając torbę na prawe ramię zbiegłam na dół
-Już jestem gotowa-krzyknęłam zbiegając z połowy schodów, ale stała tam tylko moja mama
-Kochanie,bo tata musiał pojechać szybciej,bo dostał telefon, że ma się zgłosić szybko do ich bazy, było to bardzo pilne-odparła przytulając mnie,bo widziałam smutek na mojej twarzy-Ja Ciebie dzisiaj odwiozę
***
Na wszystkich lekcjach byłam wkurzona na mojego tatę, przecież mi obiecał! Gryzłam swoje wargi ze zdenerwowania, nie mogłam się skupić na lekcji. Ja rozumiałam, że mój tata w wojsku pracował, ale to go nie zwalniało z niczego. W połowie lekcji chemii, wszedł jakiś pan, poprosił mnie, żebym wyszła z nim na korytarz.
Posłuchałam się go.
Na korytarzu zauważyłam, że jest on z oddziału mojego taty.
-Tak więc ty jesteś córką Micheala?- zapytał jakby to nie było oczywiste
-Tak to ja, co pana tu sprowadza?-w mojej głowie przechodziło milion myśli na minute,nie wiedziałąm co się dzieję. Zaczęłam bawić się rękoma, żeby za bardzo się nie denerwować. 
-Mam dla Ciebie przykrą wiadomość-powiedziałam to bardzo spokojnie-Twój tata nie żyję...
Zamarłam, gdy mi to powiedział. Pewna część mnie umarła, stałam tak przez 5 minut nic nie mówiąc, tylko się patrząc w jedno miejsce
-Destiny, tak mi przykro z tego powodu-spuścił wzrok na dół
-NIE!-krzyknęłam- To jest nie możliwe-nadal krzyczałam
-Ja wiem, możesz w to nie wierzyć,ale mam dla Ciebie jedną rzecz-Wyciągnął w moją stronę rękę-Twój tata chciał zawsze, że jeżeli by mu się coś stało, miałem Ci to dać.
Był to nieśmiertelnik mojego taty....
Od tamtej pory zawsze go nosiłam...
Przypominał mi o tacie...
***
-Skąd ty to masz?-wyrwałam mu to z ręki i wtuliłam w swoją klatkę piersiową
-Spokojnie, pamiętasz jak ten facet, o mało co by Cię nie zabił? No to zabrał Ci to, ale odzyskałem, bo pomyślałem, że może to być cenne dla Ciebie. Chłopak Ci to podarował?
-Zamknij się!-powiedziałam głośniej,ale nie tak, żeby Timy mógł to usłyszeć-Zamknij się!-powtórzyłam się jeszcze raz, a w moich oczach zbierały się łzy
-No dobrze spokojnie, nie musisz na mnie krzyczeć, nie chciałeś nic złego powiedzieć-odparł, ze spokojem na twarzy
-To po prostu mojego taty-jedna z łez spłynęła mi po policzku
-A rozumiem, że jest w wojsku teraz na służbie-odparł
-Nie! Ty właśnie nic nie rozumiesz!-powiedziałam cała się trzęsąc bo po głowie chodziły mi wszystkie myśli
-Dobrze już się tak nie oburzaj kochanie-oblizał tak bardzo seksownie wargi-Nie chciałem nic złego powiedzieć, chciałem Ci tylko to oddać,ale jak widać,nie jesteś na tyle wychowana, żeby podziękować-dodał
-Przepraszam-wytarłam swoją łzę-I dziękuję, bardzo, nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy ten nieśmiertelnik
Nic mi nie odpowiedział, może to i lepiej, nie chciałam już z nim rozmawiać. 
On chodził po moim pokoju i się rozglądał. Czuł się jak u siebie w domu.
-Szukasz czegoś?-spytałam złośliwie
-W sumie to nie, ale-nagle zauważył moją paczkę papierosów 
Tak palę. Palę od śmierci mojego taty, nie mogłam się z tym pogodzić. W sumie nadal nie mogę. Nikt nie może się z jego śmiercią pogodzić. Dlatego z mamą i Timi przeprowadziliśmy tutaj, w tamtym domu mieliśmy za dużo z wspomnień, które nas niszczyły
-Pozwól, że się poczęstuje-wziął paczkę i wyjął z niej jednego papierosa
-Dobra a teraz już możesz iść
Wzruszył ramionami i wyszedł z mojego pokoju oknem jak gdyby nigdy nic.
-Chuj-wyszeptałam gdy wyszedł z pokoju
Usiadłam na łóżku i patrzałam na ten nieśmiertelnik, po moim policzku spływały łzy. Tęskniłam za tatą tak strasznie. Był jedną osobą,która mnie słuchała,pomagała. Zawsze mogłam na niego liczyć. Na mamę też mogę,ale teraz gdy jest zajęta swoją pracą, nie ma dla mnie za wiele czasu.
Wzięłam jednego papierosa i usiadłam w oknie. Zapaliłam papierosa i powoli wpuszczałam dym do moich płuc, a po chwili go wypuszczałam. To mnie tak odprężało.

Justin

Zszedłem schodami na dół, kierując się ku pobliskiej uliczki. W między czasie paliłem papierosa, którego dostałem od Brooklyn. "Była strasznie nie wdzięczna, nie wiem tak naprawdę o co jej chodzi w życiu, to już mnie tak irytuję. Mam nadzieje, że już jej nigdy nie spotkam,bo mam jej definitywnie dosyć. "- myślałem, ale kurcze coś w moim sercu podpowiadało, w sumie sam nie jestem do końca pewny co, bo nigdy takiego czegoś nie doznałem.
 Od kilku lat mieszkam w Nowym Jorku, nie za bogatej dzielnicy, ale to mi wystarcza. Mieszkam sam, bo moja rodzina została w Stanford. Ja chciałem żyć sam, na własną rękę, dlatego znalazłem się tutaj.
Wchodząc powolnymi krokami w moją dzielnice, rzuciłem peta na podłogę.
Na końcu znajdowali się moi kumple.
Podeszłem do nich i przywitałem się z nimi podając im rękę.
-Słuchaj stary, jest dobra robota-powiedział Mike, mój najlepszy przyjaciel-Szef zlecił je właśnie Tobie, więc naprawdę to jest coś. Może też podobno sporo zarobić
-O to rewelacyjnie-odparłem- Macie może dla mnie jakiś towar?-zapytałem
-Oczywiście zostawiliśmy dla Ciebie jednego jointa-dodał Sam
Uśmiechnąłem się na samą myśl.
Mamy swój tak jakby zespół, a ja jestem jego "przewodniczącym". Uznajmy to tak. To jest tak jakby moja praca dorywcza. Pomaga mi i mojej rodzinie zapewnić jakiś dochód. Mówiąc rodzina, mam na myśli moją mamę, brata i siostrę. Z tatą nie mieszkamy, gdyż wyprowadził się do jakiejś młodszej, zostawiając mojej mamie wszystkie kłopoty na głowę. Od tamtej pory go nienawidzę, zawsze był dla mnie przykładem, do tego czasu gdy widziałem go ostatni raz z torbami w rękach wychodzącego, bez pożegnania i płaczącą mamę.
Moja mama nie popiera tego co robię, bo to co robię, nie jest dobre, ale dochodowe. Moja mama przy moim rodzeństwie, pracuję dorywczo, ale starcza jedynie na jakieś poszczególne rachunki.
Odkąd taty nie ma, a ja pełnie głowę rodziny.
Wziąłem od nich jednego jointa i udałem się do swojego domu, gdzie już na mnie mama czekała.
-Gdzie ty tyle byłeś?-Odparła
-Musiałem załatwić bardzo ważną rzecz
-Mam nadzieję, że to nic nie dotyczy narkotyków, bo nie wiem co ci zrobię-zdenerwowała się
-Nie mamusiu, spokojnie, to nie ma nic z tym wspólnego-Uśmiechnąłem się do niej i udałem się do pokoju.
Tam już resztę czasu spędziłem w swoim pokoju.




podoba się wam?
nie wiem czy dodam kolejny rozdział gdyż mało was to czyta eh :(

1 komentarz:

  1. Super! Bardzo mi się podoba :D Super, że Justin był tak troskliwy i odzyskał ten nieśmiertelnik. To bardzo dużo dla niej znaczy patrząc po tych wspomnieniach. No ale nie powinna na niego aż tak wybuchnąć. No ale nic :) Ogólnie to świetny rozdział i bardzo mi się podoba :) Mam nadzieję, że jednak dodasz kolejny, bo z chęcią poczytałabym dalej tą historię i prześledziła dalsze losy bohaterów :D
    Czekam więc na kolejny :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)
    onewayoranother-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń